Home / Aktualności / gry / Shadow Warrior 2 – Lo Wang jakiego jeszcze nie było

Shadow Warrior 2 – Lo Wang jakiego jeszcze nie było

Do rzeczy …

shadow-warrior2-02

Shadow Warrior 2 jest w zasadzie niemalże grą z otwartym światem. Mamy hub (Dragon Mountain) pełniący funkcję zbiórki dla wszystkich ważnych NPC-ów, w tym sklepikarzy oraz dawców zadań głównych i pobocznych oraz mamy mapę świata, z której wybieramy konkretną misję. Nie ma żadnej określonej kolejności w tym, jak zaplanujemy sobie najbliższe kilka godzin i możemy zarówno rzucić się od razu do następnej misji fabularnej albo zająć się kilkoma dostępnymi questami pobocznymi. Aczkolwiek należy mieć na uwadze, że określone punkty w fabule gry sprawiają, że dotychczasowe misje poboczne stają się niedostępne, ale nie powinno to być problemem, bo gra sama o tym zawczasu informuje i czasu na zajęcie się nimi jest wystarczająco dużo.

Otwartość Shadow Warrior 2 objawia się nie tylko w tym, że możemy niemalże dowolnie wybierać lub nawet powtarzać misje. Również same lokacje, w których przyjdzie nam bawić się z demonami, członkami yakuzy, czy też zmutowanymi zwierzętami są całkiem spore i w dużym stopniu otwarte.

Owszem, zdarzają się sytuacje, że część mapy jest niedostępna i trzeba znaleźć odpowiedni klucz do bramy lub zasilić jakieś urządzenie, ale w zdecydowanej większości przypadków zostajemy sami z całkiem sporą miejscówką pełną rzeczy do wysadzenia w powietrze i przeciwników do zabicia oraz łupów do złupienia, ale o tym za chwilę. Co jest jeszcze ważne: mapy są w pewnym stopniu generowane losowo. Całą grę można podzielić na kilka rodzajów środowiska (spowite neonami miasto przyszłości, zainfekowane demonicznymi mocami wzgórza, górskie wioski), które z kolei składają się z szeregu “klocków”, z których budowane są mapy przez specjalny algorytm.

Efekt jest dość specyficzny, bo losowość nie jest aż tak wielka i wystarczy kilka wizyt na jednej z misji, aby dostrzec, że mapy nadal przestrzegają pewnych z góry ustalonych zasad. Chociażby miasteczko zawsze będzie miało po prawej stronie od miejsca pojawienia się gracza świątynie, a daleko po lewej przejście do innej sekcji, zaś pośrodku tegoż miasteczka płynąć będzie rzeka.

Losowość objawia się w tym, że poszczególne klocki – chociaż nadal muszą przestrzegać wspomnianych reguł – mogą sąsiadować z zupełnie innymi elementami. I tak we wspomnianym miasteczku rzeka może być całkiem spora i dzielić je na pół, a może być także wąskim strumykiem, a dodatkowa przestrzeń być zajmowana nowymi budynkami. Tam, gdzie przy poprzedniej wizycie był most, teraz może być wejście do jaskini, a podziemne przejście wiodące w okolice jeziora może ustąpić miejsca kilku korytarzom kierującym się ku innej partii mapy.

Oznacza to, że nawet spamiętanie rodzajów elementów, z których składają się te mapy-puzzle nie gwarantuje, że wiemy dokładnie, gdzie co się znajduje. Nawet po wielokrotnej wizycie w danej lokacji często potrafiłem zostać zaskoczonym nową kombinacją wspomnianych klocków albo widokiem zupełnie nowych elementów. Trochę ich jest i trzeba przyznać, że ten system się sprawdza. I to pomimo mojego pewnego sceptycyzmu, kiedy to obawiałem się, że poszczególne elementy i obiekty mogą ze sobą zbytnio nie pasować – zazwyczaj jednak silnik całkiem dobrze radzi sobie ze “sklejaniem” wszystkiego w całość. Aczkolwiek muszę wspomnieć, że kilka razy zdarzyło mi się zapaść w podłogę albo natknąć na niewidzialną ścianę.

Już po tych słowach Shadow Warrior 2 jawi się jako cokolwiek inna gra niż jej poprzedniczka. A przecież Lo Wang nie tylko biega po – w pewnym stopniu – losowo generowanych mapach, ale również zbiera tony szmelcu. I należy to traktować całkiem dosłownie, każda bowiem, nawet najmniejsza potyczka zazwyczaj skutkuje tym, że do zebrania przez naszego bohatera czekają pieniądze, amunicja, czy też ulepszenia i notatki. Te ostatnie – razem z chińskimi ciasteczkami z wróżbą – pełnią funkcję raczej dekoracyjną, pozwalając poznać nieco lepiej historię świata i niektórych postaci, ale gra ani na chwilę nie próbuje traktować opowiadanej historii przesadnie serio.

shadow-warrior2-03

Pieniądze też są oczywiste, w końcu trzeba mieć za co kupować nowe pukawki w sklepach. Ale ulepszenia? W tym momencie można zacząć wątpić, czy mowa o nowej grze z Wangiem, czy też o kolejnej odsłonie cyklu Borderlands. Flying Wild Hog zdecydowali się zaimplementować system ulepszeń, które wkładamy do slotów w broni, pancerzu, czy też ulepszamy swoje moce lub specyficzną cechę naszej postaci w grze kooperacyjnej.

Sama idea nie jest zła, problem w tym, że z jednej tylko misji często zbieramy kilka ton rozmaitych znajdziek, które często są niezbyt interesujące same w sobie. Praktycznie przez całą grę miałem w ekwipunku kilkaset (!) różnych ulepszeń, z których na połowę nawet nie rzuciłem okiem. Owszem, możliwość wzbogacenia swojej broni o obrażenia od ognia, lodu lub innego czynnika jest całkiem zacna i bądźmy szczerzy, przydatna – zwłaszcza na szalonych poziomach trudności, gdzie tak zwane min/maxowanie jest naprawdę ważne – ale sama ilość zdobywanych statuetek sprawia, że… po prostu się nie chce. Sam po pewnym czasie zacząłem z marszu sprzedawać wszystko poniżej określonego poziomu, a do ulepszeń zaglądałem tylko co kilka misji, aby sprawdzić, czy np. nie znalazłem czegoś lepszego do mojej zamrażającej katany albo wbijarki gwoździ z szalonymi krytykami.

shadow-warrior2-04

Wspomniałem o tym, że ulepszenia oferują opcję wzbogacenia zadawanych obrażeń (lub ochronę przed nimi) o elementy żywiołów. To nie jest po prostu taki sobie bajer, ale całkiem ważna część mechaniki – przynajmniej na wysokich poziomach trudności, gdzie wprost roi się od przeciwników posiadających rozmaite aury, odporności i słabości.

W przypadku “mięsa armatniego” nie jest to jeszcze wielkim problemem, ale kiedy na drodze Lo Wanga staje przeciwnik kategorii Superior albo Elite z multum odporności, to żonglerka brońmi jest w zasadzie koniecznością, aby znaleźć coś, na co akurat przeciwnik nie jest odporny. Dlatego posiadanie odpowiednio skrojonego arsenału jest priorytetowe.

shadow-warrior2-08

Na szczęście Wang już na starcie posiada kilka broni: nieśmiertelną katanę oraz wierne uzi, a do tego szybko dochodzą strzelby, wyrzutnie rakiet, karabiny na energię chi, czy też piły mechaniczne i łuki oraz inna broń zaczepna.

Rozmaitych gnatów i ostrych przedmiotów do robienia kuku bliźniemu jest w grze od groma, część mniej lub bardziej szalona lub wyposażona w organiczne części demonów lub najnowsze zdobycie chi-technologii. Niektóre pukawki można znaleźć w dziczy lub w skrzyniach, są też bardzo rzadkim “dropem” z wyjątkowych przeciwników, a część otrzymamy jako nagrody za wykonywanie misji lub po prostu kupimy za odpowiednią ilość gotówki.

Cały ten arsenał nie byłby jednak nic warty, gdyby sama mechanika strzelania nie była tak pieruńsko dobra. Flying Wild Hog doskonale wiedzą jak stworzyć shootera – udowodnili to nie tylko w 2013 roku zrebootowanym Shadow Warriorem, ale również swoją wcześniejszą produkcją, Hard Reset.

shadow-warrior2-05

Strzelanie w najnowszej produkcji studia jest po prostu szalenie satysfakcjonujące, mięsiste i równie świetnie udźwiękowione. Każdy wystrzał posiada odpowiednią “moc”, wizualny i dźwiękowy feedback, przeciwnicy stosownie reagują, po prostu cud, miód i orzeszki. Fenomenalnie wyglądają przede wszystkim animacje broni – dość powiedzieć, że w zasadzie każda spluwa posiada po kilka różnych animacji strzału i przeładowania. Ta z Wangiem przeładowującym w fikuśny sposób strzelbę jest moją ulubioną. Równie świetnie – o ile nawet nie lepiej! – prezentuje się walka bronią białą.

shadow-warrior2-06

Poza katanami rozmaitego sortu do dyspozycji naszego najemnika mamy również wszelkiego rodzaju pazury zdjęte wprost z demonów, nadgarstkowe ostrza, czy też finezyjnie wykonane noże. Obojętnie jaką broń weźmiemy w dłonie, efekty ich działania są miodem dla oczu – każde cięcie znajduje precyzyjne odzwierciedlenie na przeciwniku i po chwili wszędzie latają odcięte kończyny, a niczym niezwykłym jest przecięcie jakiegoś pechowego demona dosłownie na pół. Albo poćwiartowanie go w locie na milion drobnych kawałków. Piękne! A przecież w szerzeniu absolutnego chaosu na polu bitwy wspomagają Lo Wanga również moce chi oraz kilka sztuczek. Te ostatnie na przykład pozwalają na wykonanie potężnego wirującego ataku demolującego przeciwników wokół albo zniknięcie im z oczu celem zadania druzgoczącego ciosu z zaskoczenia. I wierzcie mi, obojętnie na jakim stopniu trudności będziecie grali, wykorzystywanie tej gamy opcji szerzenia masowej zagłady daje niesamowitą wręcz frajdę.

 

  1. Intro
  2. Do Rzeczy czyli o grze
  3. Tryb wieloosobowy (Co-op)
  4. Grafika, muzyka i dźwięk 
  5. Podsumowanie

Do rzeczy … Shadow Warrior 2 jest w zasadzie niemalże grą z otwartym światem. Mamy hub (Dragon Mountain) pełniący funkcję zbiórki dla wszystkich ważnych NPC-ów, w tym sklepikarzy oraz dawców zadań głównych i pobocznych oraz mamy mapę świata, z której wybieramy konkretną misję. Nie ma żadnej określonej kolejności w tym, jak zaplanujemy sobie najbliższe kilka …

Ocena końcowa

Grafika
Dźwięk
Fabuła
Ogólnie

Polecamy!

Podsumowanie : wietna produkcja, która nawet pomimo zmiany zasad i pójścia w innym kierunku nie zapomniała o swoich korzeniach.

Twoja ocena: 4.65 ( 1 votes)
80

O użytkowniku Oskar Kuźniak

Informatyk, pasjonat, ponad 5 lat doświadczenia jako dziennikarz growy dla dużych polskich serwisów. Tysiące newsów, recenzji, wywiadów, testów (w tym sprzętu) oraz organizacji społeczności i turniejów esportowych.