Home / Gry / FPS / Overwatch – Blizzard podbija świat strzelanek

Overwatch – Blizzard podbija świat strzelanek

Overwatch

Mając na uwadze to, że Overwatch trafiło do nas całkiem niedawno, to pamiętam dobrze, jak jeszcze kilka lat temu marzyło mi się, żeby Blizzard do swojego portfolio gier dodał jakąś strzelankę. Nie było dla mnie ważne, czy będzie pierwszo- czy trzeciosobowa.

Dostałem od nich mojego ulubionego RTS-a, ukochanego hack’n’slasha i jedyne MMO, które mnie kiedykolwiek zainteresowało. Czułem, że FPS lub TPS z ich stajni sprawiłby, że już nigdy nie sięgnąłbym po odgrzewane po stokroć Call of Duty. Byłem przekonany, że gdyby panie i panowie z Zamieci faktycznie wzięli taki projekt, jak zwykle dopracowaliby go do obłędu (a sama gra nigdy nie byłaby tak naprawdę ukończona – taki urok). Spodziewałem gry drużynowej, zapadających w pamięci postaci o asymetrycznych umiejętnościach i, przede wszystkim, masy czystej frajdy.

OW2

Mijały lata, a mój upragniony shooter dalej funkcjonował tylko w sferze marzeń. Blizzard w międzyczasie wziął szturmem pozycję lidera w świecie cyfrowych karcianek. Później skupił się – już z dużo mniejszym sukcesem – na rynku MOBA i… dalej nic. Aż do pamiętnego Blizzconu, na którym premierę miała przecudna, krótkometrażowa animacja, zapowiadająca… Overwatch.

 

Szybko się okazało, że moje marzenia miały się ziścić praktycznie w pełni. Overwatch okazał się być drużynową strzelanką z perspektywy pierwszej osoby (z bardzo rzadkimi elementami trzecioosobowymi podczas używania kilku specyficznych umiejętności niektórych postaci). Każdy z bohaterów był tak mocno wypchany po brzegi cechami charakterystycznymi, że już po pierwszym obejrzeniu filmu wprowadzającego niektóre imiona i pseudonimy wyryły mi się w pamięci. Pozostało tylko czekać na premierę w okolicy wiosny 2016 roku.

Tradycyjnie dla siebie, ominąłem liczne bety – mimo posiadania dostępu do nich – ponieważ chciałem spróbować nowej gry Blizzarda w formie na tyle doszlifowanej, na ile pozwalała na to wersja premierowa.

 

Tryby gry

Overwatch 02

Jako się rzekło wcześniej, Overwatch jest grą drużynową. Dwie sześcioosobowe grupy ścierają się ze sobą w jednym z czterech trybów. Po pierwsze, walczymy o dominację we wskazanym punkcie na mapie. Po drugie, eskortujemy ładunek z punktu A do punktu B. Po trzecie, przejmujemy kontrolę nad ufortyfikowanymi przez przeciwnika lokacjami. A w czwartym wariancie łączymy opcję drugą i trzecią. Najpierw musimy odbić broniony ładunek, a następnie odeskortować go we wskazane miejsce.

Wszystkie z tych trybów opierają się zdecydowanie bardziej na współpracy niż na umiejętności jednego gracza. Z drugiej jednak strony, nie oznacza to, że prawdziwy wymiatacz nie ma pola do popisu, gdyż dogłębne zrozumienie umiejętności poszczególnych bohaterów potrafi często diametralnie zmienić sytuację na polu walki.

 

Mięso armatnie, czyli nie samą bronią wygrywa się wojny

Overwatch 03

Bohaterzy zostali posegregowani według czterech kategorii: atak, obrona, tank oraz wsparcie. Każda z postaci jest tak niesamowicie zaprojektowana, że potrzebowałem raptem kilku meczy, by pobieżnie kojarzyć każdego z wojowników. Z kolei ich umiejętności i styl gry są od siebie tak odmienne, że na dobrą sprawę nie ma mowy o dublowaniu się pomysłów. Nawet bohaterzy z obrębu jednej kategorii są diametralnie różni. Za przykład weźmy reprezentantów ataku.

Soldier 76 to klasyczny woj z Call of Duty. Od swojego karabinu bardziej kocha tylko podczepiony podeń granatnik. Może w ograniczonym stopniu leczyć siebie oraz sojuszników, a specjalna umiejętność pozwala na celne strzelanie do wszystkich wrogów w zasięgu wzroku.

Następny jest McCoy, który wyraźnie urwał się z Red Dead Redemption. Co prawda ma tylko klasycznego 6-strzałowca, ale potrafi z nim wyczyniać prawdziwe cuda, włącznie z grupowymi egzekucjami w samo południe. A co powiecie na Tracer, która popularność zyskała jeszcze na długo przed premierą gry? Choć jej broń nie powala skutecznością, umiejętność zwinnego teleportowania się po polu walki pozwala na zyskanie taktycznej przewagi nad adwersarzami.

Na deser zostaje jeszcze Genji – ninja-cyborg z kataną i shurikenami, zdolny odbijać pociski przeciwników swoim mieczem. Choć wszystkie te postaci pełnią tę samą rolę, styl gry nimi jest tak rozbieżny, jak to tylko możliwe.

Jako że gra jest płatna, ze wszystkich opisanych wyżej postaci i trybów możecie korzystać od razu. Nie musicie niczego odblokowywać. Wprowadzony do gry system awansowania na kolejne poziomy doświadczenia umożliwia jedynie odblokowywania dodatkowych skórek dla postaci, gestów czy odzywek. Są one bardzo miłym urozmaiceniem, ale w żaden sposób nie wpływają na samą rozgrywkę, nie dając żadnych odczuwalnych bonusów.

OW3

Siła Blizzarda od lat tkwi w robieniu lepiej tego, z czym eksperymentują wszyscy dookoła. Nie można powiedzieć, że Overwatch jest rewolucyjny – gołym okiem widać, że łączy w sobie elementy Team Fortress 2, gier typu MOBA oraz podstawowych założeń klasycznych sieciowych shooterów.

Ale! Choć same pomysły nie są nowe, to poziom ich wykonania zostawia konkurencję daleko w tyle. Design wszystkich elementów audio-wizualnych i mechanicznych jest, według mnie, doszlifowany do absolutnego obłędu. I, jak zwykle w przypadku Blizzarda, to nie koniec… to dopiero początek. Overwatch już ma zapowiedziane nowych bohaterów, mapy i system rankingowy.

Overwatch 01

Zarzuty teoretycznie można mieć dwa, poniekąd ze sobą powiązane – brak kampanii dla jednego gracza oraz, jak twierdzą niektórzy, wysoka cena. Zgadzam się, że tryb fabularny byłby mile widziany, w szczególności, gdyby był tak doszlifowany, jak ten znany ze StarCrafta II. Chętnie bym też zobaczył w Overwatch jakieś tryby kooperacyjne, jak choćby coś na kształt hordy z Gears of War.

Ale! Osobiście nadal mimo wszystko wolę doszlifowany jak najbardziej jeden tryb niż dwa wybrakowane. Asymetryczny, drużynowy shooter sieciowy jest trudnym temat. Jeśli będzie zrobiony nawet nie tyle źle, co niedokładnie, to… będzie niegrywalny i szybko zapomniany. Czy chciałbym za te 40 euro mieć również świetną kampanię dla jednego gracza?

Tak. Ale czy kosztem modułu wieloosobowego, który od początku grał pierwsze skrzypce w Overwatch? Absolutnie nie. I przy tej jakości wykonania uważam również, że 40 euro (lub 60 euro za wersję Origins) jest nadal akceptowalną stawką. Overwatch to gra nie na godziny, ale dni, tygodnie i miesiące niesamowitej zabawy. I jest warta swojej ceny.

OW4

PS: W odniesieniu do ceny warto napisać, iż aktualnie w sprzedaży pudełkowej dostępna jest tyko droższa edycja, Origins. Jej polska cena wynosi ok. 220 zł. Na razie nie wiadomo, czy do polskich sklepach trafi też w pudełkach wersja tańsza. Efekt jest taki, że kupienie edycji cyfrowej za 40 euro jest niewiele tańsze niż wyposażenie się w fizyczną kopię edycji Origins. Dodatkowo, wypada dodać, iż na konsolach dostępna jest tylko wersja za 60 euro.

 

Plusy:

  • Wszystko, poza…

Minusy:

  • …brakiem większej liczby trybów gry

Mając na uwadze to, że Overwatch trafiło do nas całkiem niedawno, to pamiętam dobrze, jak jeszcze kilka lat temu marzyło mi się, żeby Blizzard do swojego portfolio gier dodał jakąś strzelankę. Nie było dla mnie ważne, czy będzie pierwszo- czy trzeciosobowa. Dostałem od nich mojego ulubionego RTS-a, ukochanego hack’n’slasha i jedyne MMO, które mnie kiedykolwiek zainteresowało. …

Ocena końcowa

Grafika
Oprawa dźwiękowa
Grywalność
Tryby gry
Ocena ogólna

Epic!

Podsumowanie : Overwatch okazał się być dobrze dopracowaną, drużynową strzelanką z perspektywy pierwszej osoby z potężnym arsenałem postaci i dobrej zabawy. Nawet za taką cenę warto, a nawet trzeba w grę Blizzardu zagrać.

Twoja ocena: 4 ( 2 votes)
89

O użytkowniku Tomasz Kozioł

Pasjonat filmowy i zapalony gracz niemalże od "początków świata". Cenię sobie również dobre książki, komiksy, muzykę i podróże.

Odpowiedz: