Home / Aktualności / Coraz bardziej wątpimy w sukces Nintendo Switch. Oto dlaczego

Coraz bardziej wątpimy w sukces Nintendo Switch. Oto dlaczego

nintendo-switch-zelda

Nintendo Switch, konsola, która albo ocali albo jeszcze bardziej pogrąży tą firmę, pojawi się na sklepowych półkach już w marcu. Całkiem ekscytujące, nieprawdaż? Oglądając wypowiedź jednego z szefów Nintendo, coraz bardziej wątpimy w sukces Switcha i wydaje nam się, że nie jesteśmy w tym odosobnieni.

Już na wstępie zostajemy upewnieni, że za ok. 1400-1500 zł otrzymamy gołą konsolę, bo koszt wyprodukowania konsoli, joy-controlerów, kabla HDMI, tabletu i doku jest tak wysoki, że na dołączenie gry do zestawu nie mamy co marzyć.  Doliczmy więc do tej kwoty ok. 240 zł za nową Zeldę, 200 za 1-2 Switch, która tak naprawdę powinna stanowić trzon premiery i mamy już pewien obraz sytuacji (czytaj klęski).

Pozostając na chwilę przy cenie Swicha, nie można ukryć rozczarowania odnoście jej poziomu konkurowania z takimi konsolami jak Xbox One czy PS4 / PS4 Pro. Zarówno konsola Sony jak i Microsoftu posiada zarówno lepsze zaplecze gier jak i systemu multiplayer, na który jak wspominaliśmy Nintendo też już ma chrapkę. Do tego należy dołączyć kontrolery Kinect / PS Eye czy systemy rzeczywistości wirtualnej VR (aczkolwiek nieco drogie), które jako jedne z wielu powodów dowodzą lepszej wszechstronności tych konsol. Co więc może zaoferować Nintendo pod tym kątem?

Oczywiście przeprojektowane Wii U w postaci konsoli Swich ma ciekawe i funkcjonalne kontrolery mierzące odległość od obiektu czy w magiczny sposób wagę kilku kostek lodu, to należy sobie zadać pytanie jak często takie „magiczne sztuczki” wykorzysta typowy Kowalski. System przełączania pomiędzy trybem TV i tabletu został najwidoczniej zaczerpnięty ze wspomnianego Wii U i ulepszony. To samo myślimy stało się z wyglądem Swicha, który jak najbardziej nawiązuje do swojego poprzednika. 

Kolejnym powodem naszego zwątpienia jest moment gdy Reggie Fils-Aime, CEO w Nintendo na Amerykę Północną tłumaczy „mniejszy niż oczekiwany sukces Wii U”. Trudno się nie zgodzić, że problemem w Nintendo są gry, a raczej umowy z twórcami na ich tworzenie. Wiele osób (naszym zdaniem słusznie) utożsamia konsole Nintendo z Mario czy Zeldą i podobnymi tego typu produkcjami. Ile osób wie, że na tą konsolę wychodziły takie tytuły jak Deus Ex: Human Revolution czy  Call of Duty: Black Ops II. Czołowe polskie sklepy mają dosłownie kila na krzyż gier na Wii U. Czy zatem problemem było zbyt rzadkie wychodzenie gier na tą konsolę? Odpowiedzmy sobie na to pytanie wszyscy sami. Tu problem bardziej tkwił w braku licencji na gry Nintendo oraz zbyt małą bazę developerów, którzy nie chcieli pracować nad tytułami dla konsoli, która sprzedawała się w tak małych (w stosunku do konkurencji) ilościach. Zapewne z owacjami spotkała się zatem zapowiedź Skyrima na Switcha. 

Pod pojęciem „otwarcia się na konsumenta” Nintendo będzie tworzyło konta dla użytkowników. Czyżby nie stała za tym raczej chęć zysku (usługi multiplayer podobnie do PS Network i Xbox Live choć początkowo bezpłatne, doczekają się w późniejszym czasie abonamentu)?

Bardzo interesująca wypowiedź znajduje się mniej więcej w połowie wypowiedzi (znacznik 4:30). Czym różni się wersja gry The Legend of Zelda – Breath of the Wild na Wii U i Switch? „Na najnowszej konsoli jest ona bardziej płynna. Czy więc oferuje większą liczbę klatek? My w Nintendo nie myślimy pod względem liczby klatek”. Reszta odpowiedzi po prosu rozbraja. Jak inaczej bowiem można nazwać „sposób w jaki poruszasz się w świecie tej gry, jej płynność”.

Przejdźmy teraz do akcesoriów, które tak jak sama konsola są bardzo drogie, żeby nie powiedzieć horrendalnie niekonkurencyjne.  Pro kontroler (wzorowany na tym z Xboxa) 289 zł, Joy-Con 219 zł za jeden lub 329 zł dwa – widzicie już gdzie to wszystko zmierza?

Zarówno sama idea jak i determinacja Nintendo w pozostaniu na rynku jest jak najbardziej słuszna. Sam wielokrotnie chciałem kupić Wii U, aczkolwiek na bibliotekę gier i cenę samej konsoli porzuciłem ten pomysł dawno temu. Nie można budować solidnej platformy na dwóch czy trzech tytułach na krzyż oraz sprzęcie poziomu nowoczesnych smartfonów, nie mówiąc o obsłudze kartridży. Równie absurdalna jest idea grania w dwie osoby na mikropadach (joy-con), które są chyba stworzone dla rąk 5-latków czy wpatrywanie się w 6,2 calowy ekran 720p jadąc samochodem jak na reklamie Nintendo nie licząc słabego czasu działania konsoli w trybie przenośnym. Czy więc twórcy gier rzucą się na wykorzystanie ich potencjału?

 

Jesteśmy ciekawi waszej opinii na ten temat. Czy uważacie, że nasze wątpliwości są uzasadnione czy nie oraz czy zamierzacie kupić konsolę Nitendo Switch jak pojawi się już na sklepowych półkach.

 

O użytkowniku Grzegorz Szałas

Entuzjasta nowych technologii i założyciel portalu Tech Dice. Poza technologią uwielbiam dobry film, dawkę muzyki oraz aktywności na świeżym powietrzu.